Klub SP2PUT

Akademicki Klub Krótkofalowców UTP w Bydgoszczy

4-Wrz-2017

Wakacyjne spacery SOTA

Podczas urlopu, jak zwykle spędzanego w terenie górzystym naszego kraju, zaplanowałem kilka wyjść na szczyty, które są na liście w programie SOTA i za aktywację których można zdobyć jakieś punkty, a także jednocześnie rozdać te punkty łowcom.

Wypoczywając w gospodarstwie agroturystycznym w okolicach Wadowic miałem okazję wybrać na spacer radiowy kilka pagórków mniejszych, niż te odwiedzane corocznie w Tatrach. Beskidy Zachodnie to całkiem ciekawy teren górski, zdecydowanie mniej uczęszczany przez turystów, a więc i bardziej się czuje kontakt z naturą.

Pierwsza wyprawa w dniu 27 lipca na szczyt Żurawnica, 724 mnpm, oznaczenie w programie SOTA SP/BZ-072. Niezbyt wysoko, ale szedłem z rodziną, więc nie mogłem szarżować tempem marszu. Po niezbyt męczącym, ale ponad dwugodzinnym marszu z Krzeszowa dotarliśmy na szczyt. Teraz był idealny czas na mały posiłek oraz uzupełnienie płynów i regenerację sił.

 

 

 

 

 

 

 

 

Po rozwinięciu anteny i pozostałego sprzętu, rozpocząłem nadawanie w paśmie 20m, bez rezultatu. Zacząłem szukać przyczyny w antenie, była rozwinięta w terenie zadrzewionym i jej parametry na analizatorze znacznie odbiegały od tych uzyskiwanych w otwartym terenie.

Zacząłem wołać z ręczniaka w paśmie 2m. Natychmiastowy odzew Eryka SQ9KCN, szybkie QSO i spot zaowocował kilkoma QSO w paśmie 2m. KF nie dawał mi spokoju, próbowałem w paśmie 40m i zrobiłem dwie łączności.

Słyszałem wołanie od Marcina SQ2DR, który wdrapywał się na Babią Górę w celu jej aktywacji. Marcin zapytał, czy nie poczekam na Żurawnicy zanim on wejdzie na Diablaka – chciał zrobić QSO „summit to summit” – bez wahania zgodziłem się. Gdy Marcin wbiegał na Diablaka, ja nasłuchiwałem na pasmach w poszukiwaniu innych aktywatorów. W końcu odezwał się Marcin, zdyszany, bo zapewne zmęczony, ale chyba radosny, że już jest na szczycie. Zrobiliśmy summit to summit. Okazało się, że było to Marcina pierwsze takie QSO, a ja uświadomiłem sobie, że w moim przypadku była to pierwsza aktywacja w paśmie 2m i także pierwsze summit to summit w tym paśmie.

Zakończyliśmy łączność i pożegnaliśmy się; Marcin zostawał na Diablaku by złapać kilku łowców ja zebrałem rodzinę i zaczęliśmy schodzenie. W czasie naszego zejścia słuchałem jak Marcin „łapie” coraz to nowych korespondentów. W pewnym momencie alarm w jego baterii zaczął strasznie wyć – miał duży problem – awaria akumulatora /tę historię może Marcin zechce sam opisać 😉 /

Kolejna wyprawa następnego dnia 28 lipca na szczyt Jaroszowicka Góra, 544 mnpm, oznaczenie w programie SOTA SP/BZ-078 była samotną wyprawą. Wyruszyłem z Jaroszowic; trasa miała mnie zaprowadzić na szczyt w ciągu godziny i pięciu minut. Musiałem trochę zmarudzić robieniem zdjęć po drodze, gdyż dotarłem na szczyt po godzinie i dwunastu minutach. Górka zalesiona, więc miałem obawy o aktywację na KF, które okazały się słuszne. Sprzęt na KF w lesie nie pozwolił mi na aktywację. Po raz kolejny sięgnąłem po ręczniaka i on uratował mi skórę, zrobiłem wymagane do uzyskania punktów za szczyt cztery łączności, dwie w paśmie 2m i dwie w paśmie 70cm. Mało brakowało i aktywacja byłaby niekompletna. Nieco zmartwiony drugą sytuacją, w której zawodzi antena KF. Ucieszony jednak sukcesem aktywacyjnym na UKF wracałem do domu.

Trzeci dzień z radiem w plecaku, 29 lipca – samotna trasa na Bukowski Groń, 767 mnpm , oznaczenie w programie SOTA SP/BZ-068. Startowałem z miejscowości Targanice, skąd żółty szlak miał mnie zaprowadzić na szczyt w równe dwie godziny.

Będąc na wzniesieniu o nazwie Kiczora, 597 mnpm usłyszałem wywołanie SN60BG, to była aktywacja stacji pracującej w 60 rocznicę pierwszej aktywacji na Babiej Górze. Przeprowadziłem łączność z tą stacją w paśmie 2m z ręczniaka.

Poszedłem dalej w stronę Złotej Góry, 757 mnpm, która była dalej na trasie. Ze Złotej Góry już było blisko do celu. Dotarłem na Bukowski Groń po ponad trzech godzinach marszu. Rozwinąłem antenę KF z nadzieją na jej właściwe działanie, choć teren był także zadrzewiony, więc nie liczyłem na cuda. Pierwsze wołanie na 20 i 40 metrach nie dało nic, nikt mnie nie słyszał…

Rozpocząłem wołanie z ręczniaka w pasmie 2m – to był dobry wybór, zrobiłem 5 QSO w tym paśmie. Pogoda była świetna, więc próbowałem dalej na KF, kolejne łączności udało mi się zrobić na 40m i na 20m.

Wróciłem na 2m bo zobaczyłem spota Tomasza SQ6PLD z OK/OL-001 – zrobiliśmy summit to summit. Kolejny spot na ekranie telefonu Miłosz SP9PND na 40m z SP/BZ-028, szybka akcja i kolejny summit to summit zaliczony.

W sumie będąc na Bukowskim Groniu zrobiłem 7 łączności summit to summit. Podczas powrotu do Targanic uświadomiłem sobie, że czas przygotować antenę typu SlimJim lub J-Pole z kabla na pasma 2/70 – jest mała, a może ona być bardzo pomocna, gdy KF zawodzi. Za łączność ze stacja SN60BG otrzymałem dyplom okolicznościowy. Pierwszy mój kontakt z Beskidami Zachodnimi uważam za ciekawy i pouczający.

Zostawiliśmy to pasmo gór i udaliśmy się do Zakopanego popatrzeć na wyższe górki. Planów na aktywacje w Tatrach nie miałem sprecyzowanych, ale czułem że muszę wrócić na Krzesanicę, byłem na niej bez sprzętu, więc czas było ją aktywować.

Krzesanica to jeden z czterech szczytów masywu Czerwonych Wierchów, więc najciekawiej przejść cały ten masyw – warto ze względu na widoki oraz mały ruch turystyczny. Wyruszyłem o 4 rano 3 sierpnia startując z Kuźnic. Ciemna noc, więc latarka na czole była konieczna. O godzinie 5:45 byłem na Hali Kondratowej. Dalej trasa prowadzi przez przełęcz na Kopę Kondracką, Małołączniak wprost na Krzesanicę. Później zostaje przejść na Ciemniak – ostatni szczyt tego masywu i można będzie wracać w dół do miejscowości Kiry. Na przełęczy pod Kopą jestem o 7:40, a już o 8:50 na Kopie Kondrackiej. Do Małołączniaka docieram o 9:40, a już godzinę później jestem na Krzesanicy.

Odrobina odpoczynku i rozwijam sprzęt na KF. Tym razem nie zabrałem głównej podpory mojej anteny KF, czyli wędki, chciałem oszczędzić na wadze ekwipunku i zastąpić wędkę kijkami trekingowymi. To nie była dobra decyzja, antena ma podwyższony SWR na pasmach 40 i 20m, moje wołania pozostają bez echa…

W ruch idzie ręczniak , skoro już nie raz ratował mnie z opresji,  może i tym razem się uda. Wywołanie i po chwili odzew SP9KEK, kolejne wywołania i kolejne stacje z dziewiątego okręgu. W pewnym momencie słyszę lekko w szumach Adama SQ9AJ, który nadaje z okolic Oświęcimia /ponad 100 kilometrów odległości!/. Po zakończeniu łączności z Adamem na moje kolejne wywołanie odpowiada Mariusz ze stacji klubowej SP6KEP – raporty w obie strony to 56 /odległość 179 kilometrów!/ Udaje nam się chwilę porozmawiać; kończymy i nastaje cisza, na moje wywołania nie odpowiada już żadna stacja.

Wracam więc do sprzętu KF, żeby mimo wszystko spróbować zrobić QSO. Widzę spota na telefonie – Robert HB9OME nadaje z HB/BE-117 w paśmie 20m, udaje nam się zrobić summit to summit. Moje dalsze próby wołania nie przynoszą efektów więc zaczynam zwijać sprzęt, trzeba jeszcze iść na Ciemniaka i potem męczące zejście w dół. Piętnaście minut po dwunastej wyruszam z Krzesanicy. Docieram do Ciemniaka o 12:35, chwila odpoczynku i ruszam w drogę powrotną. Cztery godziny później jestem w Kirach i odpoczywając czekam na moją żonę, która już po mnie jedzie samochodem. 😉

W powyższym tekście streściłem tylko ściśle powiązany z krótkofalarstwem wycinek urlopu.

Grzegorz SQ2RBY

Opublikowano w dziale: Aktywność na pasmach, Komunikaty dla Klubowiczów, Spotkania i wyjazdy

Komentuj

Musisz być zalogowany aby komentować.